IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Najgorsza z najgorszych, czyli KP HANI

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Liczba postów : 114
Join date : 27/09/2017
Age : 22

#1PisanieTemat: Najgorsza z najgorszych, czyli KP HANI   Czw Wrz 28, 2017 5:57 pm


Imię:
Hani - przyjęte przez nią dla uproszczenia. HanMi – prawdziwe, cięższe do wymówienia, nieco toporne i zwyczajnie ją irytujące.

Nazwisko:
Odrzuciła swoje rodowe nazwisko z dniem, w którym zniknęła z domu raz na zawsze. Brzmiało ono jednak Shin.

W miejscu z którego pochodzi dodatkowo czyta się zaczynając od nazwiska więc jej pełne przedstawienie się brzmiałoby – Shin „Hani” HanMi , uznała to jednak za zbyt długie i całkowicie niezrozumiałe dla ludzi z regionu do którego ostatecznie się udała.

Wiek:
Dwadzieścia siedem długich zim upłynęło w trudzie, pocie czoła, krwi. Czasem nawet głodzie i nędzy, ale nigdy nie chciałaby się cofnąć w czasie. Przeżywanie wojny po raz drugi zabiłoby ją ostatecznie.

Data Urodzenia:  

10.02. X973 - Informacja jakiej nie posiada nikt poza nią samą, wszelkie kroniki urodzenia zostały spalone w momencie gdy dziewczyna udała się na wojnę bo rodzina nie wierzyła w szczęśliwy powrót. Hani jest to całkowicie na rękę. Nie będąc nigdzie notowaną, poza wojskowymi spisami, może  się swobodnie przemieszczać gdzie tylko chce unikając podatków.

Płeć:
Kobieta – co widać na pierwszy rzut oka jeśli tylko wokół jest gorący klimat, a ona nie nosi zbyt wiele skrywających ubrań. W dzieciństwie nierzadko brana za mężczyznę, podobnie jak w pierwszych latach wojny gdzie skutecznie maskowała własną płeć.

Gildia:
Po zakończeniu wojny błąkała się od jednej gildii do drugiej starając się wybrać jakąś, która będzie jej odpowiadać, ale nie dało to żadnych rezultatów, inaczej rzecz ujmując całkowity brak. Ma jednak w każdej kilka kontaktów bo podejmuje się nierzadko zadań grupowych do których potrzebna jest perswazja zamiast siły.

Klasa Maga:
Podstawowa / niesklasyfikowana oficjalnie przez władze wszystkich państw.

Miejsce Zamieszkania:

Nigdzie nie przynależy, jest wędrującym wolnym duchem i rzadko kiedy zatrzymuje się gdzieś na dłużej, a to za sprawą swojej „pracy” tłumacza i telepaty. Jeśli tylko ten się nie zniszczy albo nie zgubi to zawsze ma przy sobie namiot lub śpiwór w plecaku/torbie.
Zdarza się, że wynajmuje pokoje na chwilę. Jeśli wie, że zostanie miesiąc w jednym miejscu znajduje sobie mieszkanie, a potem znów znika.

Wygląd:

Hani nie grzeszyła nigdy specjalnie wzrostem modelki albo gorzej, ale nie można jej też przypisać do niskich. Jej równe sto-sześćdziesiąt cztery centymetry wzrostu to wszystko co natura miała dziewczynie do zaoferowania, ona zaś nie narzeka. Dosięga do większości półek, łatwiej jej znaleźć ubrania w swoim przedziale, prościej wciskać się w różne miejsca. Czasem przeszkadza to przy wspinaczce bądź ucieczce, ale nic nie może na to poradzić i stara się to ignorować.

Jej waga waha się dość często w zależności od czasu jaki spędza na posiłki, aktualnego stanu konta czy ochoty na jedzenie. Jako kobieta miewa lepsze i gorsze dni pod tym względem, ale nigdy nie przekroczyła granicy magicznych sześćdziesięciu kilogramów i nie zapowiada się przez najbliższe lata by miało się to jakoś znacznie zmienić.

Blizna na jej policzku ma swoją własną długą i niesamowicie zawiłą historię do opowiedzenia i zostanie uwzględniona w odpowiednim miejscu, ciągnie się mniej więcej od lewego oka przez lewy policzek w dół i jej poszarpany status to wynik pewnego przykrego incydentu między dziewczyną, a lekarzem chcącym ratować jej oko.

Jej plecy zdobi starannie wykonany jedyny tatuaż na jaki się zdecydowała i na który przez długi czas zbierała pieniądze, mianowicie poszarpane anielskie skrzydła wyglądem przypominające wyrwane w brutalny sposób, czarny tusz i ogólna symbolika tego tworu mają jej przypominać o  przeszłości i świecie, który brutalnie wydarł ją z rodzinnego domu wrzucając między walczących magów.

Jej włosy jednym razem długie, innym krótkie. Niestety potrafią dość często zmieniać swoją barwę, uczesanie czy długość, wszystko w zależności od obecnych nastrojów, zachcianek i potrzeb panny Shin.  Najczęściej jednak są czerwone, niczym świt lub pomarańczowe jak zachodzące słońce.

Ubiór zmieniany w zależności od temperatury, pory roku, stanu majątkowego oraz obszaru na jakim obecnie przebywa. Nie wyróżnia się specjalnie z tłumu tak długo jak jest nim porządnie okryta. W innym przypadku anielskie skrzydła na plecach rzucają się w oczy z daleka, podobnie jak jej nietypowy, przynajmniej według ludzi z Desierto, kolor włosów.

Karnacja Hani z początku była naprawdę jasna, prawie jak u porcelanowej lalki, ale wraz z długimi latami pobytu w ciepłych krajach stawała się ciemniejsza. Niewiele, ale różnica dla kogoś kto ją znał lub zna na pewno jest widoczna gołym okiem.

Niewiele u niej tkanki mięśniowej mimo lat treningów, ale to wszystko kwestia magii. Jej zdolności bowiem nie wymagają takowej. Ba, sama dziewczyna nie chciałaby jej zbyt wiele posiadać. Lepiej zaskakiwać przeciwnika niż zostać zaskoczonym, a wygląd to najlepsza opcja i wybór do zmylenia oponenta.


Charakter:

Na pierwszy rzut oka ktoś nazwałby ją zapewne wyzywającą, może puszczalską, ale gdy tylko jego oczy spotkałyby się z oczami dziewczyny natychmiast by to odszczekał. Nie tylko poprzez jej moce, ale także siłę i chęć mordu, które kryją jej oczy.
Jest ledwie kilka osób, które nie odpadły w odmętach jej pamięci, osób których nie obdarza takim spojrzeniem, a wprost przeciwnie gdzieś tam w środku pojawia się iskierka ciepła, sympatii, zrozumienia. Sama z siebie nazywa ich obecność „domem” bo dla niej jako taki fizyczny nie istnieje, przynajmniej tak długo jak przebywa wyłącznie sama.
Słowo sadyzm nie oddaje w pełni okrucieństwa z jakim potrafiła obchodzić się ze swoimi ofiarami w przeszłości. Wylewając cały swój żal, gniew i poczucie niesprawiedliwości oraz bezsilności na Bogu ducha winnych przeciwnikach.
W kontaktach międzyludzkich raczej wycofana niż otwarta, ale zdarzają się wyjątkowe sytuacje gdy staje się niemal przeciwieństwem samej siebie. Nie ukrywa swojej pogardy gdy kimś gardzi, tak samo jak sympatii gdy ktoś jej się spodoba. Nie zainteresowana jednak kontaktami cielesnymi z żadną płcią, a jej jedyna wiedza o miłości pochodzi z książek, które w latach dziecięcych  po kryjomu czytała. Właściwie to niemalże pewna, że nie potrafi odczuwać pociągu fizycznego względem nikogo. Dla niej miłość nie istnieje, jest tylko wdzięczność, sympatia i przywiązanie.
Tak szybko jak w nowych miejscach postoju zyskuje uwagę oraz uznanie mężczyzn, tak szybko traci je w oczach kobiet, otrzymuje za to ich otwartą nienawiść oraz zazdrość, ale wszystkie te czynniki nie mają na nią większego wpływu.

Temat rzeka, jednakże poprawnie sklasyfikowanie osobowości Hani nie należy do wykonalnych zadań. Nie jest bowiem optymistką, pesymistką ani realistką. Introwertyzm z ekstrawertyzmem mają swoje przeplatające się momenty, a te cechy świadczą tylko i wyłącznie o niezrównoważeniu psychicznym wskutek lat spędzonych na polu walki, ukrywaniu się, udawaniu trupa i mordowaniu niczego nie spodziewających się przeciwników. Nawet jeśli jej magia nigdy nie zostałaby przypisana bo skrytobójczych praktyk to właśnie Hani sama z siebie uczyniła ją najlepszą bronią do cichych zabójstw z których wychodziła bez szwanku. Do czasu.
Dziewczyna jest idealnym wręcz żołnierzem, zdająca się nie posiadać żadnych głębszych uczuć, nazywana psychopatką i ucieleśnieniem najgorszego diabła, bowiem potrafi mącić w umysłach innych samej pozostając niewzruszoną, nawet wtedy gdy ostrze przebija skórę, krew leje się wszędzie wokół w tym i po niej samej, a obuch miażdży kości jej ofiary. Dla jednych broń doskonała, dla innych potwór bez uczuć, którego trzeba zgładzić nim to on zgładzi ciebie.

Nieszczęśliwe dzieciństwo oraz wojna ukształtowały ją w sposób nie do końca do pojęcia dla innych ludzi, a nawet zagadkowy dla niej samej. Widzi bowiem jak zachowują się ci, którzy nigdy nie znaleźli się w strefie zagrożenia, ale nie zazdrości im tego. Uważa, że jej wybór aby przyznać się do własnych zdolności, wyrwać się z rodzinnego domu i pójść na wojnę był najlepszym możliwym przygotowaniem do dalszego życia.

Niewiele rzeczy jest w stanie naruszyć jej spokój, a jeszcze mniej ją przestraszyć jednak nie jest w stanie ukrywać wiecznie tego, że czasami męczą ją nocami koszmary. Sceny, które już raz rozegrały się na jej oczach, krzyki ofiar, ich błagania o litość. Dziewczyna jednak nikomu się nie skarży i uparcie zaprzecza jakoby miała jakiekolwiek problemy ze spaniem mimo niejednokrotnych krzyków oraz częściowej bezsenności przez kilka kolejnych dni.





Ekwipunek:
Niezmiennie towarzyszy jej torba bądź plecak, zależy co akurat nabędzie, a w nim lub w niej namiot albo śpiwór. Same najpotrzebniejsze rzeczy do codziennego użytku. Przez pewien czas była także w posiadaniu pewnej tajemniczej kuli, której znaczenia nie rozumiała, a mocy nie potrafiła wykorzystać. Któregoś dnia jednak owy przedmiot zniknął z jej dobytku, a dziewczyna nie mając do niego sentymentu nawet go nie szukała.
Zawsze ma przy sobie dwa rodzaje broni. Łuk z kołczanem pełnym strzał i kilka sztyletów do rzucania.

Ciekawostki:

- Wiedza Hani na temat technologii obecnej w świecie magii jest naprawdę znikoma bo unika kontaktu ze wszystkim co nie jest według niej naturalne.
- Lubi zwierzęta, ale nigdy własnego nie miała i nie zamierza posiadać (pies wuja się nie zalicza).
- Uważa swoje zdolności za dar i przekleństwo jednocześnie, ale skrupulatnie ich używa by ułatwiać życie sobie, a utrudniać je innym.
- Zdenerwowanie objawia się u niej zaciskaniem ust w wąską kreskę lub przygryzaniem warg. Nigdy wtedy nie podnosi głosu.
- Poprzez wieloletnie zmagania na wojnie i wcześniejsze traktowanie w rodzinnym domu jest przyzwyczajona do kiepskich warunków zarówno pogodowych jak i stanu majątkowego porównywalnego do nędzy.
-  Zje praktycznie wszystko, nie wybrzydza. Jak każdy ma swoją ulubioną potrawę, mianowicie wszystko co zawiera kurczaka uznaje za ulubione.
- Pije wyłącznie wodę. W bardzo rzadkich i wyjątkowych sytuacjach herbatę.
- Ma niesamowicie dobry głos, ale nie cierpi się nim dzielić z innymi ludźmi. Woli śpiewać wyłącznie dla siebie albo najbliższych.
- Potrafi grać na instrumentach strunowych, ale żadnego nie posiada.
- Zna Savoir-vivre w bardzo dużym stopniu, ale nie uważa go za wart uwagi. Całkowicie wypiera jego znaczenie.
- Nie wierzy w żadnych bogów prócz tych, którzy uciskają ludność i są traktowani na równo z „bóstwami” wymyślanymi w różnorakich wierzeniach ludów.
-  Potrafi spać w każdej pozycji, ale nigdy snem kamiennym. Bardzo łatwo wyrwać ją z marzeń sennych.
- Kiedy wpadnie w prawdziwy szał staje się nie do powstrzymania bez drastycznych środków jak uderzenie w kark lub podanie czegoś na uspokojenie bezpośrednio dożylnie.
- Nie ma żadnych pamiątek ani niczego do czego byłaby przywiązana sentymentalnie.
- Za przyjaciół czy też bliskie jej osoby uważa niewielki oddział do którego trafiła zaraz po pierwszej masakrze.
- Wprasza się do głowy każdego wokół kierowana ciekawością, niemalże nigdy zaś złośliwością, jeszcze rzadziej z morderczymi zamiarami od kiedy skończyła się wojna.
- Oburęczna dzięki nauce miotania sztyletami na odległość w czym jest całkiem niezła. Podobnie jak w podstawach strzelania z łuku. Te zdolności jednak bardziej przydają jej się do polowania na jedzenie kiedy wędruje niż w samej walce.
- Nigdy się nie zastanawia nad tak błahymi rzeczami, ale gdyby jednak to jej ulubionym kolorem byłby niebieski, ten spokojny odcień przypominający niebo.
- Średnio znosi każdy środek lokomocyjny do jakiego wsiadła ze względu na klaustrofobię, a nie na chorobę lokomocyjną. Jednocześnie też staje się tam centrum uwagi ludzkiej więc unika tego jak ognia.
-  Chcąc nie chcąc nauczyła się gotować, robić pranie i innych rzeczy jeszcze mieszkając w rodzinnym domu.
- Jej pierwsze i jedyne nie kończące się walką spotkanie z demonami przyniosło tylko rozczarowanie. Jednak właśnie podczas tego odzyskała kogoś ważnego.
- Ma bardzo słabą głowę.
- Nie lubi słodkich rzeczy.
- Nie potrafi kochać jak normalni ludzie. Nie rozumie miłości.


Historia:  Pozwoliłam sobie przenieść ją na koniec karty.

Opisowa (czyli ta dla leniwych):

Wszystko zaczęło się w wiosce gdzieś na końcu świata. Tak przynajmniej od małego uważała mała HanMin, nie zdając sobie sprawy z faktu, że w rzeczywistości to jedno  z portowych miasteczek Fiore i wcale nie jest takie małe jak jej się wydaje. Właściwie to było całkiem spore, ale po tylu latach nawet nie pamięta jego nazwy, podobnie jak wyglądu ulic i domu, w którym mieszkała. W jej pamięci zapisały się jedynie wspomnienia z poszczególnych okresów życia zawierające nie tylko jej wczesne i późne dzieciństwo, ale także początki dorastania, koszmarne traktowanie przez rodzinę, poznanie prawdy o własnym pochodzeniu, w późniejszym czasie także obrazy wojny, nędzy, rozpaczy i śmierci. Wszystkie te negatywy przed którymi zazwyczaj wystrzega się dziecięcy umysł, a ona zaznała ich w nadmiarze, sycąc zarówno umysł jak i duszę złem, okrucieństwem, ale też empatią. Nigdy nie stała się więc jednoznacznie zła ani dobra po zakończeniu wojny, ale wszystko to co przeżyła miało kolosalny wpływ na jej od początku kruchą psychikę sprawiając, że stała się niezrównoważona.

W jej rodzinie nigdy wcześniej nie pojawiła się energia magiczna, a bardzo mała jeszcze wtedy Hani gdy tylko wykazała jakiekolwiek zdolności w tym kierunku stała się czarną owcą i znienawidzonym dzieckiem, bez żadnych praw i przywilejów, a z całą masą obowiązków. Dzieckiem nie znającym miłości, zabawy, a do pewnego czasu nawet nie mającym za dużego pojęcia o świecie zewnętrznym poza miastem. Do piętnastego roku życia, aż przyszło wezwanie by stawić się na wojennych szlakach, traktowana bywała gorzej niż służąca, zmuszana do ciężkiej pracy, obarczana obowiązkami, których podział spokojnie starczyłby dla kilku osób, żyła z przymusu i każdy dzień wyglądał dla niej tak samo. Obserwowanie jak ukochane rodzeństwo staje się coraz bardziej rozwydrzone i rozpuszczone było tym co przeważyło szalę.

Jeszcze tego samego dnia, w którym dostarczono list o wezwaniu do wojska, dziewczyna opuściła dom z całym swoim skromnym dobytkiem i udała się do wyznaczonego jej miejsca. Obszaru zwanego przez starszych od niej zarówno wiekiem jak i stopniem - bazą. Było to miejsce o podobnych warunkach jak pokój w którym wcześniej mieszkała. Bardzo szybko dostosowała się do panujących zasad, wczesnego wstawania, całonocnych eskapad i misji, nierzadko samobójczych. Jej szkolenie trwało tyle ile przełożeni uznali za konieczne bo jako jedna z niewielu była w stanie poprawnie maskować się w terenie albo używać perswazji na swoich przeciwnikach. Minął przy tym rok, ale czas dla niej zwyczajnie się zatrzymał.
Po usłyszeniu decyzji o przydziale do specjalnego oddziału do walki skrytobójczej i zadań indywidualnych wyemigrowała kolejny raz w całkiem inne miejsce, setki kilometrów od poprzedniego, aż do granicy dwóch państw.
Mijały miesiące, a z każdym żegnanym członkiem oddziału obojętność dziewczyny pogłębiała się i cały ból oraz żal za wojnę zmieniała w żądzę krwi. Wykonywała swoje zadania w odpowiednim czasie, nigdy zbyt szybko, korzystając z chwil samotności i spokoju, ale nigdy też nie zwlekała za długo by nie zostać uznana za zmarłą, co najprawdopodobniej zrobiła jej rodzina z dniem w którym opuściła dom. Tak czy siak nigdy już nie wróciła w tamte okolice, a od jednej z ciotek dowiedziała się listownie o pożarze, w którym spłonęli zarówno jej kaci jak i ich ulubieńcy.
Ta wiadomość nie wywarła większego wrażenia na dziewczynie bowiem w całym tym długim przedziale czasowym zdążyła oddzielić wszystkie emocje murem i pozostawić tylko to co jest jej niezbędne do przeżycia.
Długi czas nazywana żołnierzem doskonałym, wykonującym każde, nawet najbardziej bezwzględne i okrutne polecenie bez mrugnięcia okiem czy skargi. Słowo protest nie istniało w jej słowniku bo jej jedynym celem było przeżyć do końca wojny i wtedy szukać ukojenia.
Jako ostatnia żyjąca w swoim oddziale, po wielu miesiącach trafiła do naprawdę elitarnego składu dziecięcego liczącego ledwie kilka jednostek, wśród nich nie była już tą wyróżnianą i to jej pasowało. Nienawidziła być w centrum uwagi, a pozostawanie w cieniu reszty drużyny pozwalało jej sprawniej godzić się z rzeczywistością w jakiej przyszło im żyć.
Jeśli straty pierwszej drużyny nie przeżywała w żaden sposób to kolejny oddział stał się dla niej jedyną i prawdziwą rodziną. To z nimi walczyła do utraty tchu, jako grupa, sprzymierzeńcy i jako drużyna. Ich relacji nie dało się jasno sprecyzować, ale nie znająca prawdziwej definicji przyjaźni Shin uznała wszystkich za swoich druhów.

Rozstanie wszystkich i rozsianie po świecie było prawdziwym ciosem dla tak młodej jeszcze, bo ledwie siedemnastoletniej dziewczyny. Niestety gdy tylko zakończono wszystkie bitwy rozejmem każde z nich udało się w swoją stronę i kolejne spotkanie pomiędzy Hani, a Shadowem nastąpiło niemal dziesięć lat później.
Zarówno miejsce jak i okoliczności nie były sprzyjające normalnej, spokojnej rozmowie i niemal przekreślili wszystko próbą walki. Tak szybko jednak jak rozpoznali swoje zdolności tak szybko cała magia ucichła i jedynymi żywymi na polu walki pozostali oni.
Tak przynajmniej wydawało się dziewczynie do momentu gdy gdzieś z boku nie rozległ się głuchy jęk, a potem kolejny wrzask bólu niczym u rannego zwierza. Reakcja chłopaka była natychmiastowa i zanim Shin zdążyła go powstrzymać jej ewentualny obiekt testowy już wydał z siebie ostatnie tchnienie. Magia Giotto niemal zmiotła jego zwłoki z powierzchni ziemi, a zrezygnowana dziewczyna musiała się pogodzić ze stratą. W pierwszej chwili nawet miała zamiar odejść bez słowa, ale w ostatniej sekundzie wykonywania ruchu zmieniła zamiary i zamiast tego udała się za odchodzącym bez słowa chłopakiem.
Tak oto stała się jego kulą u nogi, a jednocześnie przyboczną. Niezawodną i wykonującą polecenie tłumaczką oraz partnerką do rozmów i prywatnych interesów oraz podróży. Chociaż Shadow nie powiedział nigdy ani słowa na ten temat po kilku miesiącach sama domyśliła się, że musi należeć do jakiejś tajnej gildii tudzież organizacji bo nikt będący wolnym strzelcem po pierwsze nie był tak wyszkolony i doinformowany, po drugie nie znał się aż tak dobrze na demonach, a po trzecie nie próbował, aż tak usilnie ukrywać przed nią każdej części umysłu.
Giotto jako jeden z niewielu był w stanie zamknąć przed nią te części umysłu na dostanie się do których nie dawał jej nigdy zezwolenia i mimo wielu prób by się przedostać przez jego mury nigdy nie przyniosło to pożądanych efektów.  Wprost przeciwnie wraz z mijającym czasem coraz bardziej nakręcało jej ambicje i chęci do samorozwoju. Wszystko byle tylko osiągnąć cel, który straciła z oczu już po wojnie. Skoro przeżyła to musiała bowiem odnaleźć coś nowego do czego dążenie zapewni jej adrenalinę i stałe wyzwanie oraz stymulację mózgu.
Po odnalezieniu jednego z członków oddziału, mianowicie Nero, zamierza zabrać się za poszukiwania pozostałych zawsze wtedy gdy starszy chłopak znika bez słowa i jedynie z notatką, że wróci.

Bo na koniec on zawsze wraca.




Wspomnienia (czyli ta dla wytrwałych) :


Rok X978

Wspomnienia z tego okresu są najbardziej urywkowe, niczym kryte za mgłą pamięci, ale nie ma w tym nic dziwnego. HanMi miała wtedy ledwie pięć lat i większość tego roku przebiegała spokojnie, nic nie zwiastowało bowiem jej osobistej tragedii. Dziewczynka już jako małe dziecko zaczęła mieć bowiem prorocze sny za mówienie o przypadkach, po których nierzadko była karana więc w wyniku okoliczności jakie nastały zaprzestała ich opowiadania. Każdą jedną wizję zachowywała dla siebie tylko po to by nikt jej później nie oskarżył o nieumyślne przemilczenie jakiegoś złego wypadku. Możliwe, że dzięki temu uniknęłaby wszystkiego co zamierzał przynieść jej los gdyby któregoś wieczora po obudzeniu się w stanie przerażenia i chwilę później histerii nie wpakowała się do sypialni rodziców, a także nie obudziła ich przekazując im nowinę o rychłej śmierci jednej z ciotek. Kara za takie wiadomości była o wiele surowsza niż poprzednie, a kiedy następnego dnia wszystko okazało się przykrą prawdą rodzice Hani zaczęli się o wiele chłodniej odnosić do swojego najstarszego dziecka. Nie tylko każąc ją za byle przewinienie, ale także uznając winną tragedii jaka ich spotkała.
Shin jeszcze za wiele nie rozumiejąc nie potrafiła przypisać odpowiednio tego co otrzymała za próbę ostrzeżenie jako coś co zrobiła źle więc powtarzała ten błąd jeszcze kilka razy.

Dopiero dwa miesiące od śmierci ciotki jej kara się skończyła i pozwolono dziewczynce na nowo spać w tym samym pokoju w którym spało jej młodsze rodzeństwo zamiast w pomieszczeniach służby, jeść z całą resztą rodziny przy jednym stole posiłki, a także bawić się z braćmi.

Rok X983


Minęło pięć od ostatniej tak drastycznej kary jaką otrzymało małe płomiennowłose dziewczę. Przez  ten czas nauczono ją nie tylko słownie, ale też siłowo jak powinna się zachowywać zarówno przy stole, w towarzystwie jak i na rodzinnych spotkaniach czy przyszłych bankietach.

Istotą wspomnienia dziesięcioletniej dziewczynki tym razem będzie nie kara, a jedyna w życiu nagroda jaką dostała od rodziców. Jedyna, ponieważ nie doczekała się ani wprowadzenia na salony ani żadnych innych przywilejów panien na wydaniu poprzez coś co wydarzy się nieco później w ciągu tego samego roku. Wracając jednak do sedna.

Pies. Co prawda myśliwski i właściwie to współdzielony z wujkiem, ale jej pierwsze i jedyne w życiu zwierzę, które mogła nazwać tak jak chciała, opiekować się nim do woli i kochać niczym matka swoje dzieci. Utopia nie trwała jednak wystarczająco długo by oboje zdążyli się do siebie przywiązać. Z dniem w którym ujawniły się jej moce odebrano Shin wszystko.
Z początku planowano jej nie wypuszczać w ogóle z domu pozorując przykucie do łóżka na stałe przez chorobę, najlepiej taką śmiertelną, ale ostatecznie rodzina przegoniła dziewczynę do pomocy służącym w kuchni gdzie wcale nie traktowano jej lepiej. Uznawano ją za bękarta i czarci pomiot, który swoje moce na pewno otrzymał poprzez jakieś niegodne dziecka z dobrej rodziny uczynki.

Jako, że wojna rozpoczęła się rok wcześniej, a dziecko musiało mieć przynajmniej piętnaście lat na ten moment nie mogli jej posłać na pewną śmierć. Właśnie, na ten moment.

Rok X988

Od dnia gdy straciła wszystko HanMi pamięta każdy dzień walki o przetrwanie, każdy ciężki obowiązek jaki na nią spadł, treningi których dopuszczała się w osamotnieniu i tylko nocą lub z samego rana gdy domownicy jeszcze spali, a nikt jej nie miał prawa przyłapać z dala od posiadłości, dobrze ukrytej w ogrodach. Pamięta każdą nieudaną próbę, niepowodzenia zwalające się jej na głowę wraz z coraz większą ilością zadań do wykonywania, swoje sprzecznie z początku, a później jedynie negatywne emocje i uczucia względem rodziny, aż do dnia gdy przychodzi upragniony przez nią list. Jej przepustka do ucieczki, droga do wolności i samodzielnego podejmowania decyzji o swoim życiu.
Tego właśnie dnia dziewczyna pakuje swój skromny dobytek i nie żegnając się z nikim poza psem swego wuja opuszcza posiadłość gdzie nic jej już nie trzyma. Zostawia za sobą cały ból, ciężar i niesprawiedliwość by wpaść prosto w  szpony czegoś o wiele gorszego.

Jeśli z początku szkolenia w bazie uważa za wyjątkowo proste to przy posługiwaniu się bronią zaczyna mieć takie same problemy jak reszta. Nie jest wojowniczką, jest magiem i zdecydowanie tym woli się posługiwać dlatego wszelkie miecze, młoty i inne ciężkie bronie pozostawia reszcie rekrutów. Sama zajmuje się wyłącznie treningami z mocy, strzelaniem z łuku oraz rzucaniem sztyletami do celów, nieruchomych jak i tych żywych, w większości zwierzęcych. Zdarza się, że straszy także tę część oddziału, która próbuje w jakikolwiek sposób jej zaszkodzić, ale nikogo nie krzywdzi na poważnie.

Jej pierwsza misja w terenie nie przebiega wcale tak łatwo jak nakreślają to dowódcy, nadzieje jej towarzyszy na powrót bezpiecznie do domów gasną z każdym przebytym kilometrem w kierunku, który nie zwiastował niczego dobrego. Im głębiej we wrogi obóz tym więcej patroli, ale dzięki mocy zakrzywiania światła jednego z uczestników wyprawy udaje im się dotrzeć do celu podróży. To tam po raz pierwszy zabija człowieka, a później przygląda się z chłodnym opanowaniem jak reszta dzieci na widok trupów wymiotuje i traci nad sobą panowanie. To właśnie z tej misji wyprowadza większość z nich żywych i dostaje awans na przywódczynię tego dziecięcego oddziału. Nie cieszy jej ani ten zaszczyt ani nowe przywileje oznacza to bowiem nowe obowiązki oraz sprawdzian jej umiejętności przywódczych, których podobnie jak charyzmy nie posiada. Dość szybko dochodzi do nieszczęśliwych przypadków, ale tak długo jak zadania zostają wypełnione wszyscy wyżej od niej przymykają oko na straty w żołnierzach. Nikogo nie stać na opłakiwanie zmarłych. Nikogo poza jedną dziewczyną z jej drużyny. Jasnowłosym aniołkiem o zdolnościach leczących, które opanowane w dość dużym stopniu przydają się im wszystkim. Ona właśnie staje się pierwszą ofiarą przy nocnym szturmie wroga na obóz dzieciaków i tylko dzięki jej krzykom Hani udaje się zebrać dobytek i zbiec nim zostanie rozszarpana w podobnie bestialski sposób.

Trzy dni zajmuje jej ukrywanie się w lasach by zmylić ewentualny pościg, a także zrobić rozpoznanie w ilości przeciwników na drodze do zapasów pozostałych w obozie.
Porankiem dnia czwartego po jej odwecie zostają tylko trupy ludzi, którzy nie zdążyli nawet zobaczyć świtu, a zmierzch ich życia zebrał żniwo dla kosiarza. To pierwszy i jedyny raz kiedy dziewczyna od ucieczki z domu pozwala sobie na bezmyślność i przypłaca to poważną raną po lewej stronie twarzy. Niemal traci oko, ale kiedy dociera do innego obozu lekarzowi udaje się je odratować, a także jako tako załatać jej ranę na policzku. Nic jednak nie dają próby rozmowy z dziewczyną dopóki nie zostaje jej przedstawiony nowy oddział do którego ma dołączyć jeszcze tego samego wieczora. Oddział złożony z takich jak ona. Jedynych ocalałych.

Rok 989

To rok zmian w jej zachowaniu. Czas, w którym jej serce zaczyna bić dla kogoś jeszcze niż tylko dla niech samej. Dziewczyna otwiera się nieco na pozostałych i zaczyna z nimi rozmawiać. Znajduje jednak osobę, która podobnie jak ona ma swoje postanowienie i to najbliżej niej się właśnie trzyma. Tą osobą jest Giotto, starszy od niej o dwa lata chłopak, który nigdy nic nie mówi i jedyną komunikacją jaką stosują przez dłuższy czas są gesty. To właśnie podczas usilnych prób Shin aby zmusić go do mówienia dziewczyna odkrywa swoje telepatycznie zdolności.
Ich pierwsza rozmowa nie jest jednak wesoła tak jak powinny rozmawiać dzieciaki, a właściwie nastolatki w ich wieku. Każde bowiem przeżyło swoje i brzmią już w swoich osądach jak dorośli, mimo że ta rozmowa odbywa się wyłącznie w ich głowach.

Jest jednak jeszcze jedna osoba w oddziale, która wie o jej dziwnie sprzecznych uczuciach względem starszego towarzysza. Z tą osobą właśnie rozmawia bardzo często po zapadnięciu zmroku, tego dnia jednak zaczynają gdy tylko reszta zaśnie, a Nero zajmie się swoim medytowaniem w oddzielnym namiocie. Jej jedyny tak bliski przyjaciel by pozwoliła mu na kontakt fizyczny i chociaż ona nic podczas tego nie czuje, żadnego podekscytowania, emocji czy przyśpieszonych oddechów to są sobie potrzebni. Yoon, jej pierwszy i prawdopodobnie ostatni kochanek, a także osoba która znalazła drogę do jej głowy.
- Przecież ci mówiłem abyś pilnowała swojego serca, ukryła je przed ludźmi. - Jego karcące przypomnienie staje się odpowiedzą na nocne koszmary dziewczyny o ludziach, których zabije i jej nierzadkich krzykach przez ostatnie kilka tygodni. Oboje nie wiedzą też, że kiedyś w przyszłości będzie miało też inny wydźwięk, ale to jeszcze daleko przed nimi.
- Nigdy więcej nie popełnię błędu by otworzyć się przed tobą. - Odpowiedź przychodzi natychmiastowo chociaż nieco inne słowa cisną jej się na usta. Nigdy więcej nie pozwoli sobie by poczuć cokolwiek względem tego chłopaka, nawet jeśli do tej pory była to miłość tylko i wyłącznie platoniczna. Nie chce tego i tym razem naprawdę dobrze odetnie serce od działań.
- Więc kogo wybierzesz? Jego? - Wskazuje dłonią na śpiącego wciąż jak kamień Darkera, a zaraz po nim Lighta, którzy nie tylko przeciwstawne mają pseudonimy, ale też charaktery i wyglądy. Niezły żart od losu, swoją drogą. - A może kogoś innego? - I chociaż wie, że starszy wcale nie próbuje być dla niej złym… przyjacielem to odbiera to jako swego rodzaju atak. Nie wybierze nikogo. Nigdy.
Oboje wiedzą, że ostatnia wspomniana osoba to ich tymczasowy przywódca.
Wszystko z zazdrości dla jego opanowania, rywalizacji o względy pozostałych w grupie, to wszystko co on zdobywa bez trudu kiedy ona jest niemal pomijana przez resztę. Wszystko z zazdrości o to co Shadow posiada, a czego ona nie potrafi zdobyć mimo usilnych starań.
Coś się jednak zmienia między nią, a Yoonem. Od tamtego dnia niemal się ze sobą nie komunikują. Ich ostatnia rozmowa nawet nie przypomina pożegnania, następnego dnia bowiem zostanie ogłoszony rozejm, a każdy z nich rozejdzie się w swoją stronę. Nie będzie już dłużej oddziału. Znów każdy będzie zdany tylko na siebie. Ona i jej przyjaciel nie mają jeszcze o tym pojęcia dlatego właśnie znów jest to nieco drażliwy sam w sobie, ale potrzebny dialog. Tym razem prowadzony na głos.
- Słyszałeś te ich żarty. Ogień i cień. Jedno nie może istnieć bez drugiego. Dobre sobie. - Dziewczyna rozpoczyna rozmowę z prawdziwą kpiną w głosie kiedy tak naprawdę wolałaby ukazywać całkiem inne uczucia. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to niemożliwe, wie że nie może tego zrobić. Wyrwany z zamyślenia chłopak spogląda na nią karcąco tak jak wtedy i płomiennowłosa wewnętrznie, aż się kuli pod wpływem jego charyzmy. Jego słowa tym razem są równie bolesne co ostatnio i utrzymane w podobnym tonie co jednak jej nie dziwi.
- Jesteś tu dlatego, że bogowie tak chcieli. Tylko teraz oni już nie sprawują władzy w niebiosach, zeszli na ziemię i nie są już dłużej miłosierni. Dlatego postawili cię na mojej drodze. - Do tej pory dziewczyna siedzi na podłodze w swoim śpiworze i wygląda przez szparę w namiocie, prosto w czerwone jeszcze i wschodzące słońce. - Widzisz je, więc postań, czerwona niczym świt. Czerwona królowa. - To przydomek, który jej nadaje i od tej pory dziewczyna nie myśli już o sobie inaczej niż z tym pogardliwym określeniem, a kiedy mu odpowiada jej głos jest pusty, wyprany z emocji.
- Nienawidzę cię tak jak jego…. Ale słowa mogą kłamać. Spróbuj zobaczyć czasem między nimi coś więcej. - Po tych słowach zakłada buty i opuszcza namiot by udać się na krótki spacer do wodopoju. Dla nich ta krótka konwersacja jednak niczego nie zmienia.
Cień wciąż kontroluje płomień, nie ważne jak bardzo chce temu zaprzeczyć poprzez swoje zachowanie i muszą się z tym pogodzić.

Nie zdąży minąć nawet godzina jak dostaje kolejną lekcję życia by nie próbować się bratać z ludźmi. Atak nadchodzi niespodziewanie, o dziwo wcale nie z tyłu.
Teraz już wie, że każdy może zdradzić i zranić każdego nawet jeśli są druhami. Dowiaduje się tego w momencie gdy zakańcza ten niemoralny związek między nimi i ledwo udaje jej się położyć chłopaka trupem w obronie własnej. Jedyną osobą będącą świadkiem zdarzenia jest Nero, ale ten się nie wtrąca. Jak każdego dnia przygląda się tylko jej poczynaniom w ciszy. Nie aprobuje, nie neguje, nie ocenia. Przynajmniej nie na głos, a także nie wtedy gdy rozmawiają w swoich głowach.
Ich pożegnanie nie istnieje. Kolejnego dnia po prostu rozchodzą się każdy w swoją stronę bez pojedynczego słowa. Nikomu niepotrzebne dialogi zostawiają dla dowództwa.

Rok Y000


Mija dziesięć lat od momentu gdy widzieli się po raz ostatni. Dziewczyna odnajduje pole walki przez całkowity przypadek, śledzi bowiem karawanę pewnego bogatego kupca na którego dostała zlecenie, coś jednak idzie nie tak i ląduje wpierw na skraju lasu, a potem w jakiejś kompletnej dziczy, która wygląda jak droga bez powrotu. Dalej są już tylko stepy i dlatego domyśla się, że trafiła na granicę z Desierto. Jej cel umyka gdzieś tylko sobie znaną drogą, a ona niedługo później zmęczona i głodna powłóczy nogami póki nie odnajduje pozostawionego samopas obozu. Marszczy brwi w zamyśleniu i bez skrupułów kradnie nieco jedzenia, a potem wędruje dalej przed siebie. Ten krótki odpoczynek oraz posiłek dają jej wystarczająco sił by po przypadkowym natrafieniu na pobojowisko po walce zaczęła szukać wśród trupów jakichś niedobitków.
W momencie w którym udaje jej się to i słyszy gdzieś obok siebie dogorywającego demona jej cel umiera od zaklęcia innego maga. Automatycznie odwraca się gotowa do ataku i oboje wykonują ruchy tak szybkie, że drugie się tego nie spodziewa. Ataki jednak nie dosięgają celu, a ich zdziwienie szybko znika pod niedowierzaniem i zawahaniem. Nie wiedzą czy mają walczyć czy po prostu się rozejść. Ostatecznie kończy się to inaczej. Tym razem ruda nie pozwala mu tak łatwo odejść, wprost przeciwnie niemal wymusza na nim swoją nową posadę. Zostaje jego tłumaczką i Giotto już wie jak trudno będzie mu się jej pozbyć bo przez swoją dumę rzuca jej tylko wyzwanie. Nie ma pojęcia jak bardzo jej zdolności się rozwinęły, a zakres możliwości poszerzył niemal dwukrotnie. Przekonuje się o tym dopiero gdy musi wznieść wszystkie bariery na jakie go stać by zablokować jej próby buszowania po jego umyśle. Nie odpowiada na jej liczne pytania, nie ciągnie konwersacji, ale też jej nie odtrąca i nie zostawia zdanej na samą siebie w pustkowiu o którym nie ma pojęcia.
Stają się towarzyszami. Pracodawca i pracownik, któremu nikt nie płaci. Przyjaciele? Nie do końca. Oboje nie rozumieją tej relacji, ale są gotowi ją ciągnąć dla wspólnych korzyści.
Spotkania powtarzają się, a oni rozmawiają jakby więcej, ale wciąż są tak samo zamknięci w sobie.
Ona zawsze czeka na wiadomość o kolejnej wędrówce. Bo koniec końców on zawsze do niej wraca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 226
Join date : 23/08/2017

#2PisanieTemat: Re: Najgorsza z najgorszych, czyli KP HANI   Czw Wrz 28, 2017 8:54 pm

Akcept

Na start otrzymujesz:
- 360 PD
- 100 MM
- 4200 klejnotów (aby mieć w ekwipunku wymienione przez ciebie przedmioty, należy zakupić je w sklepie ze zwyczajnymi przedmiotami, plus 300 klejnotów wydać na namiot, w innym wypadku Hani nie będzie posiadać wspomnianych rzeczy)
- Dwie umiejętności poziomu 1
- Jedna umiejętność poziomu 2

Kartę zamykam i przenoszę, życzę miłej gry.

_________________
Where I should go?
To the left, where nothing is right...
Or to the right, where nothing is left...


Battle Theme | Character Theme | Entrance Theme | Magic Theme

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Najgorsza z najgorszych, czyli KP HANI
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nie wiem jak to nazwać, bo nie mój pomysł. Czyli tańsze zaklęcia.
» Zielony potwór zazdrości czyli co się dzieje kiedy rozmawiasz z Blackiem
» Dzikie seksy w krzakach i zakopywanie trupów w piachu, czyli wypad nad morze.
» "Ruda" czyli Liluś
» Walka w rzeźni, czyli Natsu Cup - Takara vs Eli

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Karty Postaci :: Zaakceptowane-