IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 John Roesti

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Liczba postów : 34
Join date : 25/09/2017
Age : 21

#1PisanieTemat: John Roesti   Pią Wrz 29, 2017 8:06 am

Imię: Johnathan, kiedyś Drail
Nazwisko: Roesti, Nazwiska poprzedniego nie pamięta
Wiek: 32 lata (W zaokrągleniu)
Data Urodzenia: 17.3.968
Płeć: Mężczyzna
Gildia: Niezrzeszony
Klasa Maga: Podstawowa
Miejsce Zamieszkania: Aconite, wynajmuje pokój w jednym z najtańszych moteli

Wygląd:
Ciężko opisać kogoś, kto nie wygląda już prawie jak człowiek. Jego twarz, której prawie nie ma. To co z niej pozostało już dawno stało się jednym z maską, którą nosi. Tej pamiętnej nocy przestało to mieć jakiekolwiek znaczenie. Jego nową twarzą jest jego maska, która zachowuje się dla niego jak skóra, przecięta krwawi, naprawia się po czasie. Jednak to wygląda zapytacie? Nie ma jakiegoś specjalnego kształtu, jest to po prostu biały kawał szmaty z czarnymi plamami, które mają jakkolwiek imitować jego twarz. Nie da się jej ściągnąć, ale pewnie jakby się to by komuś udało to pewnie zobaczyłby pod nią czarne włosy i niebieskie oczy. Nie szczególnego dla kogoś takiego jak on. Większość osób i tak kojarzy go bardziej jako odmieńca, który stoi gdzieś z boku. Co jednak dalej? Otóż ma na sobie ciemno-beżowy płaszcza od garnituru i chustkę pod szyją. Ma ona na sobie symbol oka Illuminatów, aby mu przypominać to, że ma do wypełnienia pewną misję, którą złożył swojej drugiej połowie. Zapomniałem dodać, że jego płaszcz ma milion kieszeni, na różne pierdoły, które tam upycha. Do tego nosi elegancki kapelusz, który pomaga mu dodać poważnego wyglądu, patrząc na niego trzeba już wiedzieć, że nie wolno z nim zaczynać. Od razu wiesz, że to ten gościu ma problem z chodzeniem, przez to, że nosi ze sobą masywne jaja ze stali. Przynajmniej tak mówili w barze jak obok niego przechodził. Wygląda dość groźne ze względu na to, że jest dobrze zbudowany i cholernie wysoki, bo ma on 193cm wzrostu, dlatego mówią też, że jest gigantem. Jest wysportowany, nawet bardzo, był przedtem żołnierzem podczas wojny zanim wyprowadził się ze swoją byłą żoną zza miasto i połączył z strachem na wróble. Gdyby nie ten strach pewnie nosiłby się komplet inaczej. Teraz tylko tak można spotkać go ubranego, nie ma innej opcji. Maska przytwierdzona do ryja, nic innego nie pasuje. Ale pewnie pytacie jak to możliwe, że ktoś mając maskę na ryju cały czas może jeść i pić? Na to jest proste odpowiedź. Po prostu na masce otwiera się coś w rodzaju ust, które mu na to pozwalają. Nie jest to żadna tajemnica, więc lepiej sobie nie wkręcać żadnych faz, że nie jest czy też nie śpi. Jego skóra ma dość blady odcień, który pasuje do maski samej w sobie. Zawsze chodzi lekko przygarbiony z łapami w kieszeni, wygląda to bardziej cool, pro elo i w ogóle. Jakby tak pokazać palcem na ulicy kto ma coś za uszami to pewnie każdy pokazałby na niego. Możliwe też, że zesraliby się w gacie jakby wiedzieli co on przeżył.

Charakter:
Tutaj żeby dokładnie ocenić tego typa przydałby się prawdziwy psycholog. John ma bardzo złożoną psychikę od razu połączenia. Kiedyś był zupełnie inną osobą, ale po zdarzeniach, które przytrafiły się jemu i jego żonie nie zawsze może utrzymać się za sterami. Czasami zaczyna mu bić na dekiel jeśli tylko w robotę wchodzi sprawa sekty braci, która zrujnowała mu życie. Pragnie zniszczyć wszystko co jest z nimi związane. Jednak do rzeczy. Często stara się unikać kontaktu z ludźmi, ograniczać go do konkretnego minimum. Nie chce rozmawiać, dzielić się niepotrzebnymi informacjami, im ktoś mniej wie o nim tym nawet lepiej. Nienawidzi słyszeć od obcych rzeczy typu “współczuje”. Z tym typem nie idzie się kompletnie pośmiać, już łatwiej byłoby sprawić aby gruszki rosły na wierzbie. Nie jest typem żartownisia, jest bardzo poważny i tajemniczy jeśli chodzi o jego przeszłość, która jest dla niego w tym momencie bardzo problematyczna. Obecnie w jego ciele znajduje się kilkadziesiąt dusz, które próbują mącić mu w głowie, które są trzymane pod władzą Stracha. Pytacie pewnie kim jest strach sam w sobie? Otóż… To dość skomplikowane. Drail to prawdziwe imię Johna, a imię Stracha to właśnie John. Stali się oni jedną osobą, by mogli uratować byłą żonę Draila. Wspomnienia poprzedniego życia Johna jak i Stracha stają się jednym. Często myli fakty, które przeżył sam, a które przypisał mu Strach. Przykładem może być to, gdy brał udział w wojnie. Ledwo z niej cokolwiek pamiętam, jedynie to, że stracił wiele osób z jego rodziny podczas, gdy Strach mówi, że nie brał udziału w wojnie tylko próbował wygonić ludzi z nawiedzonej posesji. Można to nazwać tym, że pamięta oba z tym, że luki w pamięci Draila wypełnia Strach i vice versa. Dlatego też często gubi się w faktach przed połączeniem, ale nie ma problemów z tym, co razem oni przeżyli. Nie jest to rozdwojenie jaźni, bo dalej jest jedną osobą, to tak jakby miał nagłe zmiany nastroju zależnie od tego w jakiej jest sytuacji. Jeszcze nie udało mu się do nikogo przywiązać od tamtego czasu, mimo, że minęło już prawie 10 lat od tamtego zdarzenia. Jego życie jest naprawdę przez to utrudnione i nie ma żadnej taryfy ulgowej. Strach zawsze daje o sobie znać, ostrzega go, martwi się. Przez to oddziałuje mocno na jego uczucia. Prawdopodobnie John nikogo już nigdy nie pokocha, bo Strach mu nie będzie pozwalał. Czasami udaje mu się go uciszyć przez co na moment może znowu poczuć się starym sobą, mimo, że swojego starego imienia prawie nie pamięta. Strach prawie nigdy nie pozwala mu ściągnąć maski z glowy, jest to dla niego bolesne, nie chce tego robić. Można powiedzieć, że został wyprany z większości uczuć, ciężko jest je wybudzić, nie jest to w ogóle możliwe praktycznie. Jego naturalne instynkty często biorą górę, Strach jedynie podsyca go do działań, nie daje możliwości tego, aby przemyśleć, on musi działać. Za długie myślenie może sprowadzić na Johna śmierć. Często sam nie wie jak ma na siebie mówić. Często określa się jako “my”, mówiąc o sobie w liczbie mnogiej.

Historia:
https://www.youtube.com/watch?v=4S-5ihzUkM4

Drail był kiedyś prostym człowiekiem, zwyczajnym chłopem, ale również i magiem. Do pewnego dnia, gdy jego całe życie zostało zmiecione w jednym momencie..
Brał udział w wojnie, jako zwyczajny żołnierz walczący z demonami, gdy miał 20 lat przeprowadził się na tereny opustoszałe. Ludzie pozbywali się ziem, które były kompletnie zrujnowane. O pochodzenie lepiej nie pytać, i tak nie jest już tym samym człowiekiem co kiedyś. Przeprowadzka była kluczowym momentem, miał opuścić dom, osiedlić się razem ze swoją żoną, niedługo nawet miał zostać ojcem. Farmer, tym chciał być, opuścić życie maga, nie ryzykować niczym więcej. Nigdy się tak wcześniej nie mylił…
Dzień był ponury, burza pomału zachodziła nad podniszczoną chatę. Jego żona się bała tego wszystkiego, nie było to dla niej, wolała żyć w mieście. On jednak nie chciał już więcej by wojna znowu wybuchła, nie teraz, tutaj będa bezpieczni, nic im się nie stanie. W końcu kto atakował by farmę na środku niczego? Jego pole było ogromne, zarośnięte przez zboże, które szybko wróciło na swoje miejsce. Wiatr szumiał w okiennicach, trzaskając nimi. Całe miejsce miało dość nieprzyjemną aurę, która nawet przeganiała okoliczne ptactwo.
“Niedługo sprawimy, że to miejsce będzie piękne, nasz mały domek…”, tak przynajmniej mój próbując rozweselić Anne, bo tak właśnie jego kobieta się nazywała. Jej sceptyczny wzrok, pamięta go do dzisiaj, tego spojrzenia nie sposób było zapomnieć.
“Nie jestem pewna co do tego…” on się nawet nie przejął, wiedział, że może to dlatego, że to miejsce wygląda podobnie do jakiejś ruiny. Nie myliła się. Dach był w strzępkach, deski wywalone, a drzwi to praktycznie nie było.
“Dzisiaj tylko ja tu będę spał, rano wezmę się do roboty, chciałem ci jedynie pokazać to miejsce”, więc zatrzymał powóz i z niego wyszedł. W jego wyobraźni już miał pomału plan jak to wszystko wygląda “Będziesz mogła przynajmniej zasadzić swoje róże jak zawsze chciałaś”. Burza jedynie się zaostrzała coraz bardziej, jakby próbowała ich ostrzedz, jednak to nie było dla niego, był zawsze sceptyczny co do takich omenów. Do roboty się nie wziął, wiedział, że teraz nie miało to sensu większego.
“Chodź, rozejrzymy się” rzucił, po czym razem weszli do środka. Miejsce wyglądało na opuszczone dawno temu, pewnie tuż przed wojną nikt tu nie wrócił. Było pusto, jedynie stara naftowa lampka i kilka przestarzałych mebli. Całe miejsce było bardziej upierdolone niż stół w TVNie. Anna jedynie popatrzyła i już ciągnęła Draila do wozu, chciała już jechać. Ten jedynie westchnął i zawiózł ją do miasta. Po co on się męczył, by po prostu jej pokazać? Tanio kupił, nabywców nie było. Przynajmniej mieli jakieś tam swoje cztery kąty. Z rana wrócił już sam, ledwo widniało. Oglądając to miejsce w świetle porannego słońca widział w jakiej ten dom jest potrzebie. Zebrał z powozu swoje narzędzia, by zacząć jakieś tam proste naprawy. Chatka była po prostu domkiem jednorodzinnym, dalej stała stara stodoła, z tyłu studnia, jakiś tam stary płotek, który był w kawałkach. Na górę prowadziły spróchniałe schody, które skrzypiały już od pierwszego postawienia na nich nogi. Zapach zgnilizny unosił się całą drogę ku górze. Gdy wszedł zobaczył jedynie kilka starych kufrów, półek oraz dziury w dachu. Wszystko spisywał w swoim malutkim notesie, który zawsze nosił przy sobie. Spojrzał przez rozbite okno na pole, a pod nosem powiedział sobie krótko “Ja pierdole”. Słońce oświetlało wszystko, a jego uwagę zwrócił stary już strach na wróble, ubrany w kapelusz, maskę i stary kubrak. Wyglądał bardzo żywo, gdyby go zobaczył w nocy pewnie nawet by nie podchodził. Dobrze, że Anna go nie widziała, pewnie od razu odrzuciłaby to miejsce i nie chciała do niego wracać. Wziął głębszy oddech. Zaczął przeglądać co tutaj zostało zostawione, kilka journali, zdjęć starych ludzi oraz zdjęcie jakiegoś dziwnego znaku, który go męczył. Wyglądał strasznie nie typowo, oko wpisane w trójkąt. Pewnie zdjęcie z jakiejś podróży, sam nie wiedział do końca. To było jakby miejsce z istnego horroru, który dopiero się zaczynał. Dom na pustkowiu, przerażający strach gdzieś w polu, niska cena miejsca. Wszystko było dziwnie przerażające. Długo nie posiedział, od razu pojechał do miasta i zwołał ekipę remontową, która pomagała mu pomału odbudować całe to miejsce. Robota wrzała, już po dwóch dniach zaczęli wymieniać okna, wstawili drzwi, naprawili dach. Kilku z nich było magami, więc długo to nie zajęło. Coś mimo wszystko nie dawało Drailowi spokoju, ten strach każdego dnia znajdował się w innym miejscu, jakby ktoś sobie robił żarty i go przestawiał codziennie, próbując mącić. On nie dał się przestraszyć, oj nie. Bo po dwóch miesiącach miejsce było już gotowe, nie musiał się już o nic martwić. Nabrało trochę kolorów, wszystko było umeblowane, wystarczyło się spakować i zanieść rzeczy. Nawet Anna już inaczej patrzyła na to miejsce. O strachu na wróble jej nie powiedział, nie chciał by się bała, zwłaszcza, że niedługo miała urodzić. Miasto było około półgodzinny drogi pieszo, chociaż miasto to było za dużo powiedziane, mała mieścina, która nie liczyła zbyt wielu ludzi. Pewnego dnia wyruszył do miasta, chciał zwiedzić okolicę, Anna siedziała w domu sama, gotując obiad. Na ulicy słyszał szepty ludzi, którzy coś mówili o domu starych Roestich. Wszyscy mówili, że to miejsce nawiedzone, kto był na tyle szalony by tam zamieszkać. Zaczęło go to w głębi mierdzić, nawet przyprawiało go to o gęsią skórkę. Czyżby popełnił błąd? Dopiero dzisiaj się wprowadzili, może to tylko stare przesądy, które rzucają by podsycić wyobraźnie przyjezdnych. Do domu wrócił pod wieczór, już z daleka widział światło w domu, które koiło jego nerwy. Ludzie pletli głupoty, nic więcej, to miejsce nie wyglądało tak źle po całej tej odbudowie. Gdy wszedł już czuł zapach, który pobudzał jego zmysły, ślina ciekła już prawie z mordy.
“I jak było na mieście?” spytała z uśmiechem na twarzy. “Em… dobrze, ludzie całkiem przyjemni”, chociaż prawdą to nie było. Wszyscy jedynie patrzyli spod wilka, jakby chcieli go przegonić jak najdalej od tego miasta “A u ciebie?” bardziej spytał z grzeczności “Zaczęłam pomału układać w pokoju dla małego, niedługo będę kończyć, muszę tylko posprzątać, robole zostawili straszny syf”. On jedynie kiwnął głową i bardziej skupił się na żarciu. Przeskoczmy jednak już do pierwszej nocy…
Tej nocy Drail miał koszmar, realistyczny, pełny emocji, jakby przeżywał go naprawdę. Stał na środku pola, przed strachem na wróble. Spokojny wiatr jedynie wił się między zbożem delikatnie nim poruszając. Jednak coś zwróciło jego uwagę, dom wyglądał jak przed remontem, tylko problem był w tym, że nie zniszczony, a nowy, nie nadgryziony zębem czasu. “Chodź do nas…”, “Jesteśmy w środku, czekamy na ciebie…”. Te głosy nawoływały coraz bardziej intensywnie, niczym mantra, wmawiał je sobie już pomału sam. Niczym w transie zaczął iść w ich kierunku. Gdy nagle tylko strach na wróble zerwał się z patyka i pociągnął go w tył. Wtedy też zerwał się z łóżka zlany chłodnym potem. Od razu poszedł do okna, a strach tam jedynie stał. Jego serce biło szybciej, świst wiatru jedynie poruszał strachem, który był tam gdzie wcześniej.
“Muszę go ściągnąć... “ mruknął pod nosem. Wtedy miał wrażenie jakby twarz stracha jedynie odwróciła się w jego stronę, dając mu do zrozumienia, króciutkie słowo “Nie…”.
“Nie… to musi zdecydowanie być przemęczenie, pewnie nerwy od przeprowadzki, albo moje nerwy po wojnie jeszcze się nie uspokoiły, to musi być jedno z tych... “. Wziął jedynie łapczywy łyk wody. Spojrzał dokładnie w okno, po czym automatycznie od niego odskoczył przełykając głośno ślinę. Miał wrażenie, praktycznie pewność, że coś w nim zobaczył. Jakby twarz. Przerażony od razu wrócił do swojego łóżka. Przytulił się do żony, jednak nie przespał już nocy, to co zobaczył kompletnie wybiło go z równowagi. Gdy rano Anna się obudziła zobaczyła go siedzącego przy stoliku z kubkiem kawy.
“Chyba trochę wcześniej jak na ciebie” pogładziła go po głowie i pocałowała w policzek. “Miałem problemy ze snem, chyba przez przeprowadzkę” wziął głęboki oddech “Spokojnie, przyzwyczaisz się” skwitowała. “Zjesz coś?”, pokiwał jedynie głową na boki. Gdy tylko wyszła zamknął na chwile oczy, a kubek po chwili się przewrócił wylewając całą swoją zawartość na ziemię.
“Cholera jasna... “ westchnął, jednak nim zdążył wytrzeć, cokolwiek zrobić kawa przyjęła formę napisu “Uciekaj”, jednak gdy mrugnął była to zwyczajna plama.
“Co tu kurwa jest nie tak…” pomyślał od razu wycierając. Kolejny dzień był taki sam jak wczorajszy, ludzie dalej gadali za plecami. Tym razem nie pozostał obojętny, podszedł do dwójki starych dziadków, którzy widocznie swoje przeżyli.
“Dobra, wiem, że mówicie do mnie, o co chodzi z tym domem”, ci jedynie odwrócili wzrok, jednak Drail od razu postawił sprawę jasno dając do zrozumienia, że chce informacji. Jeden z nich jedynie przełknął śliną “Bo ten dom, to kiedyś należał do Roestich… mówi ci to coś?”. Kiwnął jedynie przecząco “To była rodzina wariatów. Matka ponoć widziała duchy zmarłych, a starego ponoć doprowadziło to do szaleństwa. Truła mu głowę, ponoć rysowała po ścianach symbole. Ile w tym prawdy nie wiem, ale wszyscy omijali ich szerokim łukiem. Ponoć stary się powiesił, matka żyły poderżnęła, a po synu ślad zaginął”, o tej historii zdecydowanie osoba, która sprzedawała ten dom nie wspomniała “Coś jeszcze?” zapytał. Dziadyga potaknął “Dom stoi na zgliszczach starszego domu, właściwie to siedziby jakiejś starej sekty, którą spalili jakieś 100 lat temu. Więcej nie wiem, w bibliotece powinieneś więcej znaleźć na ten temat”. Po czym obaj się odwrócili i poszli zostawiając po sobie jedynie gęsią skórkę na plecach Draila. Posłuchał ich i tam poszedł, zaczął czytać stare wpisy, co wcześniej stało w tamtym miejscu. Wiele wpisów nie było, większość była, albo niekompletna albo zaginęła dawno temu. Jedyne czego się dowiedział to, że nazywało się to kultem braci. Ludzie oddawali ofiary ze zwierząt, jedzenia, a nawet ludzi. Drail od razu pobiegł do domu, pędząc jak na złamanie karku. Zbliżała się już pomału noc, nie chciał by Anna została w tamtym miejscu ani chwili dłużej. Gdy wbiegł na posesję zobaczył przewróconego stracha na wróble niedaleko drzwi. Wyglądał jakby wyrwany z ziemi. Światło się nie świeciło. Miał naprawdę złe przeczucia, była cisza jak makiem zasiał. Drzwi były zamknięte, próbował je przeforsować “Anna! Anna!” wołał, lecz odzewu nie było. Gdy próbował pchnąć jeszcze raz drzwi się otworzyły, a światło zapaliło. Sam wpadł na ziemię.
“Co się stało..? Robiłam w pokoju dla dziecka”, mężczyzna odetchnął z ulgą, że nic jej nie jest.
“Nie, nic, światło było zapalone, a kluczy zapomniałem. Co Strach robi przed drzwiami?” spytał. Te się jedynie podrapała po głowie “Przeniosłam go, chciałam mu dać jakieś nowe ubrania, ale zaczęłam myśleć o pokoju i o nim zapomniałam”. Machnął ręką, po czym od razu poszedł znowu wbić stracha w ziemię.
“Eh, ci ludzie to mają wyobraźnie…” powiedział krótko “Człowiek się wprowadził i już mu o jakiś cudach na kiju opowiadają”. Zaśmiał się już sam do siebie zastanawiając się jak głupio brzmiało to wszystko, co czytał i mu powiedzieli. Pewnie chcieli zrobić jakąś atrakcję dla miasta o nawiedzonym domu. Otrzepał stracha z kurzu i włożył mu kapelusz na głowę.
“Ty jakoś tu byłeś i nie wyglądałeś na specjalnie wystraszonego” uśmiechnął się i gdy tylko się odwrócił kapelusz spadł z głowy stracha. Gdy tylko go podniósł zobaczył w środku zdjęcie, które przedstawiało szopę i coś czego teraz nie było, jakieś zejście w dół jakby do piwnicy. To było dziwne, schował zdjęcie do kieszeni, a czapkę mu założył.
“Ty też próbujesz mi napędzić stracha?” spytał kierując się do domu. Pomógł swojej ukochanej urządzać pokój, który teraz zaczął nabierać już barw i kolorów. Wyglądał bardzo ładnie, błękitny, Drail bardzo lubił ten kolor.
“Myślałaś już nad imieniem?” spytał się “Myślałam czy nie nazwać go po moim ojcu, John, a jak dziewczynka to po twojej mamie”, uśmiechnął się szeroko na te wieści, oba pomysły mu się podobały, przynajmniej imiona pozostaną w rodzinie. Gdy tylko zasnęli Draila zaczęły znowu męczyć sny. Tym razem jednak pamiętał je jak przez mgłę. Była to wizja domu, do którego idą mieszkańcy, nie do końca wiedział jak ma to rozumieć. Przynajmniej trochę spał i mógł normalnie działać. Przez następne kilka dni nic się nie działo, wszelkie paranomalne pierdolniki ustąpiły, a nerwy chłopa się uspokoiły. To pewnie wszystko było jego zmęczenie, które dawało mu się zbytnio we znaki. Jednak patrząc na Annę widział coś dziwnego w niej, coś innego, jakby czegoś się bała.
“Coś się stało?” spojrzał na nią, bo dość blado wyglądała “Nie, nic, ostatnio w nocy miałam wrażenie jakbym słyszała szepty”. Jedna brew Draila powędrowała do góry “to pewnie wiatr, dzisiaj uszczelnie okna”. I wziął łyk ze swojego kubasa.
“Nie, to raczej nie to… Chyba po prostu maluch daje mi się we znaki, że chce wyjść” uśmiechnęła się delikatnie. Nie dawało mu to kompletnie spokoju mimo wszystko “Może jedź na parę dni do rodziców? Może tęsknota”, a raczej chodzilo o to, że nie chciałby plotki okazały się prawdą “Nie chce im zawracać głowy, taki przyjazd niespodziewany, nie dla mnie” odpowiedziała. Niestety znał ją bardzo dobrze, więc za Chiny ludowe raczej nie pojedzie do rodziny. Zawsze chciała się usamodzielnić.
“Za parę dni ma być jakaś impreza na mieście, ponoć tutejszy dzień zmarłych. Wybierzemy się?” Draila to w sumie interesowało, w końcu coś nowego poza zbieraniem kłosów.
“Nie wiem, zobaczymy, ale raczej nie, możliwe, że będę zajęta czymś” wzruszył jedynie ramionami. Kolejne dni mijały, a jemu nie dawało zdjęcie, które strach na wróble miał w swoim kapeluszu. Czasami też wydawało mu się, że słyszy coś na zewnątrz, jednak wiedział, że pewnie to jego wyobraźnia, tak samo jak pierwszej nocy w tym miejscu. Był to dzień przed tutejszą imprezą. Nie dawało mu to jednak spać. Gdy ruszył ręką poczuł, że Anny nie ma w łóżku. Poszedł jej szukać, lecz w domu jej nie było. Jednak to co zobaczył w salonie zmroziło mu krew w żyłach. Na ścianie napisane było krwią “Przysięga braci musi zostać wypełniona”. Drzwi były zamknięte, próbował uciekać, jednak nie mógł tego zrobić. Śpiew na zewnątrz mówił mu tylko, że to musi być Anna. Bił w drzwi jak tylko mógł, klucze nie pomagały, drzwi były zamknięte od zewnątrz. Gdy podbiegł do okna zobaczył ją na środku pola trzymającą coś w rękach. Nie miał pojęcia co to może być. Próbował się przebić przez okno, jednak też nie mógł tego zrobić. Wyglądało to tak jakby ktoś próbował go zatrzymać w środku. Jęki, szumy, krzyki, dźwięki, które dochodziły znikąd. Farba ze ścian zaczęła odpadać, pokazywały się tylko jakieś dziwne symbole. Strach go ogarniał, czuł zimno, chłód i pustkę. Słowa dołącz do nas jedynie szumiały mu w głowie. Na podłodze pojawiały się jedynie ślady krwi. Coś szło ze strychu, nie coś ciężkiego, jęczącego. Próbowało się wydostać, nie mogło, waliło coraz głośniej. Wtedy też coś zapukało w okno. Drail jedynie spojrzał i zobaczył stracha na wróble, który przed nim stał. Zaczęło się pojawiać słowo wyrysowane na szybie, twarz, którą tam zobaczył wydawała się jakby krzyczeć. Wtedy maska stracha rozdziawiła usta “Pod podłogą”, “Przejście”, szybko”. Wtedy zaczął zrywać reski, które były poluzowane, zobaczył starą płytę. Walenie z strychu było coraz głośniejsze. Płyta była ciężka, żelazna. Nie chciała łatwo puścić. Nagle drzwi strychu puściły, a głośne tupanie łączące się z cięższym oddychaniem zmusiły Draila do wysilenia swoich ostatków siły. Jedyne co zobaczył to monstrum, stworzone z mięsa, nie miało kształtu, jedynie formę wyglądającą jakby dwóch ludzi stało się jednym. Resztkami sił otworzył klapę, która zaraz po tym się zamknęła. Tunel rozświetliły pochodnie, biegł przez niego. Nie był bezpieczny póki się stąd nie wydostanie. Wiedział, że musi przeżyć, ocalić Anne, która gdzieś tam teraz mogła być skrzywdzona. Widok zgniłych ciał, znaków, napisów na ścianach mówiących “to był błąd”. Dusze, które próbowały go wcześniej ostrzedz krzyczały teraz z bólu w jego głowie. Biegł dalej, ile miał sił w nogach. Drabina, która prowadziła na górę była stara jak świat. Wyszedł obok stodoły, tam gdzie pokazywało zdjęcie stracha było ukryte przejście. On tam już czekał, strach.
“To ty byłeś w mojej głowie… Ty nie jesteś tutaj by nas stąd przegonić… Tylko by nas uratować”. Strach kiwnął głową, a Drail zerwał z niego maskę odsłaniając czaszkę bez oczu, z zakneblowanymi ustami. Ściągnął więzy, które miał na sobie strach.
“Nie posłuchałeś… ona jest stracona... “. Wtedy serce chłopaka się zatrzymało. Nie mógł powstrzymać łez “To… nieprawda”. Nie chciał wierzyć. “Połącz się ze mną Drail… razem ją uratujemy…” rozległ się głos w jego głowie. “Co masz na myśli..?” Spytał niepewnie. “Wiem jak z tym walczyć, musisz mi tylko zaufać…”. Teraz nie było innego wyjścia, musiał to zrobić. Założył na siebie maskę, którą miał na sobie strach, a ona przykleiła się do jego skóry. Uczucie było palące. Reszta ubrań stracha sama się na nim znalazła. Uczucie temu towarzyszące było paskudne, czuł cały ból, który ten dom sprawił strachowi, jego emocje, wspomnienia w tym momencie  tworzyły kompletnie nowe. Żal zbierany przez dekady. Czuł wszystkich, którzy zmarli w tym domu. Nie miał jednak czasu, bez opamiętania biegł do Anny, która na środku pola klęczała, a przed nią… noworodek, dziecko, które miało się narodzić… Miało w sobie wbity nóż kultu, rytualny. Dla dziecka była za późno. Rzucił się na nią, jednak na jej twarzy był tylko obłęd. Straciła rozumiem, mówiła jedynie o tym, że tylko bracia mogą ją wyzwolić od jej nędznej egzystencji. Złapał ją za twarz, wtedy w głowie tego co powstało ze stracha i Draila tworzyły się myśli, walka z tym co siedziało w niej. Złe duchy, demony, które chciały wyjść na zewnątrz.Wtedy wyglądało to tak jakby pożerał wszystko co niej złe, scena niczym z zielonej mili. On pożerał jej całe zło. W jego ciele toczyła się walka między tym, a co wyszło z dziewczyny. W środku go rozrywało, paliło. Czuł sie jakby zaraz go miało rozerwać na pół. Spojrzał na nią ostatni raz, a potem na to, co stało się w jego dzieckiem. Ryknął z bólu, po czym szybkim ruchem złapał za nóż rytualny i wbił go sobie. Ostrze zaczęło się palić niebieskim ogniem. Wbił je w ziemię, która poczerniała. Jedynie krzyk tysiąca dusz, które zostały uwolnione spod wpływu braci rozległ się w jednym momencie. Wstał, po czym spojrzał na abominację, która wydostała się właśnie z domu. Złapał ostatni raz za nóż, a potem popędził w stronę potwora, walka była zacięta. Potwór się bronił, próbował wiercić w umyśle Draila, a raczej tego co z niego zostało. Prawie stracił nad sobą panowanie, jednak w ostatnim momencie zadał cios, którym przebił potwora, który rozpłynął się. Westchnął ciężko, to był już prawie koniec… pozostało tylko jedno… Spalił pole, dom, a Annę zaniósł do miejscowego znachora, który mógł jej tylko teraz pomóc. Nie było już nic, co mógł dla niej zrobić. Przestraszył się gdy tylko go zobaczył, nie był już w końcu Drailem, teraz był kimś innym… Duchem, który powstał z połączenia stracha i człowieka, którym był Drail… Teraz był Johnem Roesti. Jego wspomnienia mieszały się tylko z tymi stracha. Już sam nie wiedział kim był, jest i będzie. Zniknął jedynie gdzieś za horyzontem, Anna była tylko jedną z wielu, którzy zostali skrzywdzeni przez Braci… Wiedział, że to jeszcze nie koniec, będzie musiał wyplenić wszystko, co miało z nimi jakikolwiek związek. Po części to wszystko było ironiczne, mógł uratować wszystkich przeklętych, tylko nie siebie.
Rok po tym zdarzeniu przyszedł po jej okno, gdzie ujrzał jedynie jej cień. Nie był pewny czy wszystko z nią porządku. Jego uczucia były zimne, nie czuł praktycznie nic, czasami jednak poczuł jak jego serce mocniej zabiło. Nie był już dłużej Drailem, dla niego było to po prostu kolejnym wypadkiem, bo ludzie nie słuchali jego ostrzeżeń, a przynajmniej dla strony Johna, bo ona miała gdzieś w jego sercu miejsce, małe, specjalne i skryte przed oczami duszy stracha, która teraz była odpowiedzialna za jego ciało. Teraz Drail był przeszłością, tak jak strach… Teraz jedyną osobę, która istniała jest John Roesti…
10 lat minęło od tego zdarzenia, jego życie nigdy nie było takie same. Wie, że zgodził się na wpuszczenie stracha do swojego ciała, jednak to, co mu przyniósł nie było w umowie, często próbuje z nim walczyć samemu, by zyskać całkowitą kontrolę nad swoim ciałem, jednak obecnie jest on za mocny. Mimo, że wie, że on chce dobrze to jednak czuje się caly czas pod kontrolą. Dorabia dalej jako mag, jednak przyjmuje te poważniejsze zlecenia, które pomogą mu ochronić większą ilość ludzi, którzy byli pod wpływem złych mocy. Ciężko go nazwać egzorcystą. Jest bardziej czymś w rodzaju czyściciela, który oczyszcza.
Koniec.



Ekwipunek:
Ciekawostki:

  • Umie prowadzić, jednak jedyne prawko jakie ma stracił, gdy przestał być Drailem
  • Omija kościoły, sam nie wie czemu. Wie, że to może być sprawka Stracha
  • Ludzie odczuwają do niego naturalną niechęć
  • Nienawidzi krzywdzenia osób bezbronnych
  • Interesuje się, gdy tylko słyszy coś o jakichś sektach i fałszywym nawoływaniu Bogów
  • Często mówi do siebie
  • Ciężko go wystraszyć
  • Ma jaja ze stali


Ostatnio zmieniony przez John Roesti dnia Nie Paź 01, 2017 9:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
avatar
Liczba postów : 68
Join date : 22/08/2017

#2PisanieTemat: Re: John Roesti   Nie Paź 01, 2017 9:31 pm

Hmm sama KP nie jest zła. Opowiedz mi więcej o Magii.

Edit:

Mi Pasuje:

330 PD,
100 MM,
3300 klejnotów,
3 umiejętności 1 poziomu.

AKCEPT

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
John Roesti
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Remus John Lupin
» John Amadeus Hudson

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Karty Postaci :: Zaakceptowane-