IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Connor

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Liczba postów : 11
Join date : 18/09/2017
Age : 24

#1PisanieTemat: Connor   Pon Paź 02, 2017 10:03 pm

Imię: Connor
Nazwisko: Branwen
Wiek: 28 lat
Data Urodzenia: 20.06.972
Płeć: Mężczyzna
Gildia: Mag niezależny, działający na zlecenie Rady Magicznej
Klasa Maga: Podstawowa
Miejsce Zamieszkania: Mieszka w koszarach, choć często zmienia miejsce zamieszkania z racji pracy.

Wygląd: Connor wygląda jak każdy normalny człowiek. Nie ma rogów, skrzydeł czy kolorowej skóry. Jest dobrze zbudowanym, wysokim mężczyzną mierzącym równe sto osiemdziesiąt pięć centymetrów (185) i ważącym siedemdziesiąt kilogramów (70), posiadającym włosy, których kolor przywodzi na myśl najcenniejszy metal. Można jednak powiedzieć, że są one koloru blond, nie obraża się. Jego twarz jest podłużna, lecz nie ujmuje mu to, a wręcz przeciwnie jeszcze bardziej podkreśla jego urok i drapieżność. Włosy opadają mu na czoło, a kilka kosmyków czasami zasłania jego oczy. Dlatego też wyrobił w sobie tendencję podnoszenia ich, ale tylko w szczególnych wypadkach. Skoro jesteśmy przy oczach to przyciągają uwagę swoją barwą i wyglądem. Są one koloru czystej czerwieni i wydaje się, że mogłyby pulsować w ciemności. Źrenice zaś przypominają oczy dzikiego zwierzaka. Można odnieść wrażenie, że nie patrzy się w oczy człowieka, a dzikiej bestii gotowej rozszarpać ci gardło. Na lewej piersi ma Triquetre, która jest ściśle związana z jego magią. Został nią naznaczony w dość młodym wieku. Na jego ciele znajduje się kilka mniejszych czy większych blizn, lecz są one niczym w stosunku do tych, które ma na plecach. Cztery długie szramy przechodzące przez jego całe plecy są pamiątką po dniu, w którym omal nie stracił swojego życia.
Jeśli chodzi o jego ubiór to zależy on od pogody i sytuacji. Najczęściej jego wybór pada na czarne skórzane buty, ciemnogranatowe spodnie i białą koszulę. Na nią zakłada czarną skórzaną kurtkę z białymi wstawkami. W chłodniejsze dni, zamienia kurtkę na biały płaszcz z futrzanym kołnierzem. Czasami zamiast białej ubiera ciemną koszulę. Na specjalne okoliczności i okazje ubiera mundur jednostki, w której działa, często wymagany gdy zostaje wezwany przez przełożonych.

Charakter: Connor jest spokojnym człowiekiem. To pierwsza rzecz, którą mogą powiedzieć o nim ludzie, którzy mieli przyjemność pracować. Jednakże jest to tylko pierwsze wrażenie, a trzeba by spojrzeć głębiej, by mieć lepszy obraz człowieka, którym jest Branwen. Blondyn jest bardzo spokojny, a czasami się wydaje, że nie ma żadnych emocji. Większość rzeczy wykonuje mechanicznie z jak największą precyzją. Zawsze doprowadza otrzymane zadanie do końca. Podczas walki nie przejawia większych emocji. Przynajmniej do czasu, aż przeciwnik nie zmusi go do wysiłku. Im ciekawszy przeciwnik i trudniejsza walka, tym Connor staje się coraz bardziej zafascynowany. Zaczyna się interesować walką i bardziej nią żyć. Sprawia mu to przyjemność, a zwycięstwo jest tylko wisienką na torcie. Można uznać, że jest arogancki, gdyż lekceważy większość przeciwników uważając, że nie zapewnią mu rozrywki. Szanuje silne osoby, a słabe uważa za stratę czasu. Jedynym wyjątkiem od tej zasady jest Sera i ludzie, którzy walczyli z nim ramię w ramię podczas wojny. W stosunku do kobiet jest uprzejmy i lubi z nimi sobie pogawędzić oraz poflirtować. Ma jednak swój gust i nie lubi namolnych bab. Jeśli mu, któraś nie przypasuje i będzie dalej go napastować to może się dla niej to źle skończyć. Śmieszą go też wszystkie mowy o sprawiedliwości i potędze losu. Uważa, że los nie ma tu nic do rzeczy, a wszystko zależy od potęgi człowieka.

Historia:

Historia jego życia miała swój początek bardzo spokojny. Tak samo jak setek, jeśli nie tysięcy małych dzieci urodzonych wcześniej czy później. Urodził się w średnio zamożnej rodzinie, gdzie podział ról był bardzo jasny. Ojciec jako głowa rodziny zajmował się zarabianiem pieniędzy na dom, a jego matka opiekowała się dzieckiem i zajmowała gospodarstwem domowym. Ojciec chłopaka był piekarzem i posiadał opinię jednego z najlepszych w okolicy. Ludzie potrafili stać w naprawdę długich kolejkach, by dostać wypieki od pana Branwena. Pomimo tego, że nie stać ich było na ekstrawaganckie życie, to Connor doskonale pamięta, że nigdy niczego mu nie brakowało. Zawsze miał czyste i nowe ubranie, a jedzenie na stole było rano i wieczorem. Życie płynęło swoim spokojnym rytmem i nikt nie przeczuwał tragedii, która wkrótce miała nadejść. Atak demonów był tak samo niespodziewany jak to, że niebo by im spadło na głowy. Dzień wcześniej obie opcje zostałyby wyśmiane, a teraz się okazało, że jednak jedna z nich się spełniła. Jeśli ktokolwiek wcześniej zastanawiałby się jak wygląda piekło, to w tamtym momencie mógł je zobaczyć na własne oczy. Connor nie wiele pamięta z tego okresu, ale w jego pamięci utkwiły trzy momenty, które zdefiniowały go na nowo. Pierwszym był widok jego ojca, który został rozszarpany przez demony. Nie zabity, lecz rozszarpany. Potwory z obcego wymiaru zmasakrowały go na oczach dziecka. Dorosły mężczyzna w jednej chwili zmienił się w kupę zakrwawionego mięsa i szmat, które były jego ubraniem. Ten sam los spotkał wszystkich, którzy napatoczyli się potworom lub mieli to nieszczęście, że zostali zauważeni. I to właśnie spowodowało u dzieciaka jakim był Connor wyzwolenie magii. Nigdy się jej nie uczył. Nikt w jego rodzinie o niej nie wspominał, ani się nie posługiwał. Skąd więc ją posiadał? Na to pytanie nie znalazł odpowiedzi przez wiele lat. Faktem jednak było to, że ta masakra, którą demony uważały za dobrą zabawę była zapalnikiem. Wszystko wtedy zlało się w jedno. Krzyk, krew, chaos, ból, śmierć, broń, złoto, a na końcu cisza. Kiedy otworzył oczy było cicho. Nikt nie krzyczał. Nikogo przy nim nie było. Stał pośrodku pobojowiska, a wokół niego znajdowały się martwe demony i ludzie. Demony były przebite przez różne rodzaje broni. Broni, której nigdy wcześniej nie widział, a która po kilku sekundach rozpłynęła się jakby była tylko iluzją. Jednak demony były naprawdę martwe. Nie wiedział co miał zrobić. Bał się. Chciał do mamy, ale nie miał pojęcia, gdzie może być. I kiedy tak siedział wśród ciał to pojawił się anioł. Młoda kobieta w mundurze wzięła go na ręce i pogłaskała po głowie. Coś w nim pękło i chłopak rozpłakał się wtulając twarz w jej ramię. Dziewczyna nie miała pojęcia co zrobić jednak wiedziała, że to dziecko ma potencjał. Była świadkiem wybuchu magii i musiała go zabrać. Gdyby został sam to niechybnie by zginął z rąk kolejnych fal demonicznych najeźdźców. Wtedy zakończyło się jego dzieciństwo.


Connor trafił do obozu z ludźmi, którzy przetrwali i jakimś szczęśliwym trafem znalazł swoją matkę. Jednak los nie był w dalszym ciągu łaskawy. Kobieta ze strachu postradała zmysły i patrzyła się tempo z przestrzeń. Nie zdawała sobie sprawy z obecności swojego dziecka ani tego, że trwa wojna. Wyglądała jakby jej dusza zniknęła, a na świecie pozostała tylko pusta skorupa. I gdy wydawało się, że młody Branwen pozostanie sam na tym padole to znów pojawił się jego anioł. Sera była członkinią oddziału runicznych rycerzy, która już zdążyła porozmawiać ze swoim dowódcą i wyjaśnić mu całą rzecz. Magów było wtedy jak na lekarstwo, a każdy kto miał w sobie taką moc mógł pomóc przechylić szalę zwycięstwa na stronę ludzi. Długo debatowali, kłócili się i przedstawiali wszystkie za i przeciw. Wysłanie dziecka na front byłoby dla niego wyrokiem śmierci, ale wyszkolenie go mogło sprawić, że będzie miał szansę i da szanse ludzkości. Trudne czasy sprzyjają podejmowaniu niezbyt przyjemnych decyzji i taka właśnie wtedy zapadła. Connor został zabrany przez oddział, do którego należała Sera, a w praktyce przygarnęli go, gdyż jego matka nie była już zdolna do opieki nad nim. Zaopiekowali się nimi. Tak nimi, gdyż rodzicielka blondyna została umieszczona w ośrodku, gdzie pomagano ofiarom. Można nazwać to darem od losu, ale prawdę mówiąc był to dobrze wykonany ruch, by zyskać przychylność dziecka. Nie potrzebowało ono przecież tak wiele. Ciepła i zrozumienia. I to dostał. Zajmowano się nim i spokojnie wdrażano do tego co miał zrobić. Wyjaśniono mu co się stało i jak może pomóc. Do tego zadania została przydzielona Sera, która nawiązała dobre relacje z dzieckiem oraz dowódca oddziału. Początkowo malec nie rozumiał tego wszystkiego, ale krok po kroku, dzień po dniu wszystko zaczęło się układać. Tak rozpoczęło się jego szkolenie w posługiwaniu się magią oraz nauka walki. Po kilku miesiącach cały oddział nie wyobrażał sobie, że nie ma z nimi tego małego blondyna, a w szczególności Sera, która stała się dla chłopca drugą matką. Wytworzyła się między nimi naprawdę dobra więź i w głównej mierze to ona pomagała mu w nauce. Im zaś stawał się starszy tym młody mag rozumiał więcej i pałał większą chęcią zemsty na demonach. Uczono go jednak, że nie należy dać ponieść się gniewowi, tylko wykonać swą zemstę na zimno. Tak podobno smakuje najlepiej. Tak więc Connor trenował, aż w końcu nadszedł czas, gdy jego nowa rodzina uznała, że jest już odpowiednio przygotowany. Miał czternaście lat, ale spokojnie mógł udawać starszego. Weryfikację przeszedł pozytywnie, zaś to iż był polecany przez oddział rycerzy i dobrze posługiwał się magią tylko mu pomogło. Dostał więc przydział i nadszedł czas pożegnania. Wszyscy starali się trzymać twarz poza Serą, którą prawie musieli odciągać od dzieciaka. W końcu jednak pożegnanie nastąpiło, a Connor trafił na front. I żadne treningi czy rozmowy nie przygotowały go na to co tam zobaczył. W pierwszej chwili wróciły wspomnienia sprzed czterech lat, ale przypomniał sobie to co mówiła mu Sera. Musiał się uspokoić i z pewnością da sobie radę. Poza tym obiecał jej, że wróci. Nie chciał zginąć w tym chaosie i nie miał zamiaru sprawiać demonom tej satysfakcji. Chęć zemsty za zniszczenie mu życia i życia innych ludzi skutecznie pchała go do kolejnych uderzeń. Stał się ucieleśnieniem zemsty. Nie przejmował się niczym innym niż kolejnymi trupami na swojej ścieżce. Nie obchodziło go czy były to demony czy też ludzie. Wszyscy, którzy byli jego wrogami musieli zginąć. Po dwóch latach walk znany już był oraz jego święta broń, która wzbudzała strach wśród najeźdźców. Connor wybierał proste metody i nie przejmował się ilością wrogów. Dla każdego znalazła się odpowiednia ilość narzędzi, które sprowadzały na nich śmierć. Równocześnie piął się w strukturach armii, aż pod koniec wojny został mianowany kapitanem i otrzymał własny oddział. Za punkt honoru postawił sobie dociągnięcie wszystkich swoich ludzi żywych do końca wojny. I udało mu się to. Pracował i walczył jeszcze ciężej, ale chronił swoich, a oni chronili jego. Starali się też poprawiać mu humor, gdy dochodziły do nich informacje o stratach. Największy strach przeżył na dwa miesiące przed końcem walk. Miasto, w którym stacjonował oddział jego matki zostało zaatakowane. Wbrew rozkazom Branwen zarządził wymarsz oddziału chcąc dotrzeć na czas. Przemieszczanie się było łatwiejsze niż wcześniej, gdyż demony były w odwodzie. Jednakże ranna i zagoniona w róg zwierzyna jest jeszcze bardziej niebezpieczna. Widzieli to na własnych oczach. Płonące miasto i ciała ludzi oraz najeźdźców. Wtedy po raz pierwszy i ostatni Branwen wpadł w szał. Nie patrzył na obrażenia czy taktykę. Nie obchodziło go czy zginie. Chciał wybić wszystkie demony i zginąłby, gdyby nie jego ludzie, którzy skutecznie go ogłuszyli i zabrali w bezpieczne miejsce. Końcówkę wojny spędził na eliminacji ostatnich grupek wrogów, a po niej został w wojsku. Nie miał dokąd wracać. Nie miał rodziny.


Czas po wojnie był bardzo pracowity. Miasta trzeba było odbudować. Populację zwiększyć. Zmarłych opłakać. Connor nie przejmował się tym. Robił co mu kazano i dobrze się z tym czuł. Ojca stracił na samym początku inwazji, a jego matka była na tym świecie tylko ciałem. Informacji o Serze nie miał żadnych, choć usilnie jej szukał. Jednakże nie było to nic dziwnego. Chaos jaki był w związku z żywymi, zmarłymi i zaginionymi sprawiał, że wiele osób nie potrafiło znaleźć rodzin. Ci szczęśliwcy mieli kogo pochować. Reszta zaś czekała na znak, albo cud. Connor nie wierzył już w ani jedno, ani drugie. Wiedział, że jeśli chce coś osiągnąć to musi sam na to zapracować. Szukał więc swojej przybranej matki w chwilach, które nie przeznaczał na sen czy pełnienie służby. Chciał wiedzieć czy żyje, czy też należy ją pochować. Robił wszystko, by uzyskać odpowiedź i jego trud oraz upór w końcu się opłaciły. Kilka miesięcy po zakończeniu działań wojennych odnalazł Serę. W jakimś podrzędnym szpitalu. Nie była w pełni zdrowa, ale dla czerwonookiego najważniejsze było to, że żyje. Ponownie poczuł jak w jego życiu pojawia się światełko nadziei. To samo, które kobieta zapaliła osiem lat temu.
Kolejne lata spędził na pomocy w doprowadzaniu świata do stanu używalności. Toczył też wiele potyczek i rozwijał swoją magię. Stawał się coraz bardziej zdystansowany do świata i pewny siebie, gdyż mało kto mógł stawić mu opór. Ludzie byli słabi, a ci potężniejsi nie wchodzili z nim w zatarg, gdyż działali po tej samej stronie. Tylko Sera i ludzie z jego oddziału mieli szansę na to, by zobaczyć jego cieplejszą stronę. Oczywiście jego dokonania w trakcie wojny i w okresie po niej nie zostały niezauważone. W pewnym momencie został awansowany i przydzielony do Rady Magicznej. Miał wykonywać ich polecenia i służyć jako ich agent. Nie robiło to mu różnicy. Wiedział, że wojsko i Rada działają dla dobra kraju, a on sam chciał mieć pewność, że horror sprzed dziesięciu laty już nigdy nie będzie mieć miejsca.



Ekwipunek:
- srebrny łańcuszek od matki

Ciekawostki:
- lubi walczyć z silnymi przeciwnikami,
- umie całkiem nieźle gotować,
- irytują go bezsensowne krzyki,
- od czasu do czasu miewa koszmary z wojny,
- jego najdłuższy związek trwał trzy miesiące,
- z napojów procentowych pije tylko wino.
- często odwiedza swoją biologiczną matkę w szpitalu psychiatryczny,
- ma dwie matki,
- cały jego oddział przetrwał wojnę.

Symbol na piersi
Ubiór zimowy

Koniec


Ostatnio zmieniony przez Connor dnia Sro Paź 04, 2017 10:01 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 117
Join date : 23/08/2017

#2PisanieTemat: Re: Connor   Sro Paź 04, 2017 12:56 am

Cóż... Odsyłam do regulaminu ;d

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 11
Join date : 18/09/2017
Age : 24

#3PisanieTemat: Re: Connor   Sro Paź 04, 2017 10:02 am

No widzisz człowiek w pośpiechu zapomniał. Poprawione zostało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 117
Join date : 23/08/2017

#4PisanieTemat: Re: Connor   Sro Paź 04, 2017 12:46 pm

Akceptuję.

Dostajesz:
- 3 umiejętności pierwszego poziomu
- 2 umiejętności drugiego poziomu
- 420PD
- 125MM
- 5000 klejnotów

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#5PisanieTemat: Re: Connor   

Powrót do góry Go down
 
Connor
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wilcze Wzgórze rodu O'Connor, Irlandia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Karty Postaci :: Zaakceptowane-